kurtz pisze:a jaki wzmak najlepiej się sprawdzi do lat 80's na master volume ustawionym na 1 ;) tak, żeby w domu można było pograć?
Kup sobie fajny lampowy preamp + red boxa i zapnij do kompa, albo preamp + końcówkę małej mocy i mały, cichy głośniczek, względnie opcja head i sztuczne obciążenie zamiast kolumny. 1W mocy w skutecznym głośniku jak np. V30 zamienia się w dźwięk o natężeniu 100dB (w odległości jednego metra). To wystarczająco dużo, żeby upierdliwy sąsiad zadzwonił na psy.
kurtz pisze:czy 800 nie bedzie miała za mało gainu? bo słyszałem ją ustawioną na niskich głośnościach to tak jakoś brakowało mi czegoś, pewnie dopiero rozkręcona pokazuje co potrafi,
To nie jest "piecyk do grania w domu na niskich głośnościach". Będzie miał wiecznie "za mało gainu", póki nie rozbujasz inwertera, i prawdopodobnie, nie dopalisz - taki jej urok.
Rotaryman pisze:Może jak ma być cicho, to jakiś, bo ja wiem... 5-watowy Blackstar?
Bo, powiem szczerze, te minimum 50 wat...
Mój tranzystor, który ma 20, z czego kanał czysty ściszony na full i jedyna głośność pochodząca ze wzmocnienia stompboxa tak na prawdę, jest dla rodziny za głośny.
Blackstar ściemnia, że HT5 jest w pełni lampowy. Nie wziąłbym go nawet za darmo, bo nie lubię być traktowany jak idiota. Abstrahując od nieuczciwego marketingu, 5 watów to dalej za dużo do rozkręcenia w pokoju, nawet jeśli napędza względnie małej skuteczności głośnik gitarowy. 0,005 W brzmi bardziej rozsądnie.
kavoo pisze:Przy porządnej lampie zapomnij - nie da się ściszyć do "bedroom mode", a brzmienia nie będzie w ogóle.
Hola hola, jak to się nie da? Są lampowe wzmaki, które całkiem dobrze grają po cichu, tyle że nie są "klasyczne", "kultowe", ani specjalnie tanie, ani popularne bo nie grał na nich slasz, hęndryks ani vanhejlen. No i, co najgorsze, niestety nie grają brałnd sałndem.
Program "bedroom mode" jest częściowo wykonalny. Master volume wbrew pozorom nie w każdym wzmaku działa tak samo, o czym wspomniałem przed chwilą. Za pomocą redukcji mocy, atenuatora/tłumika/pałerbrejka, sztucznego obciążenia, dedykowanej niskowatowej końcówki, bądź kombinacji tych metod, można osiągnąć nasycenie odkręconej lampy na małej głośności.
Natomiast pozostałe efekty specjalne towarzyszące graniu głośno są trudniejsze albo wręcz niemożliwe do powtórzenia. Rozbujany głośnik gra, delikatnie mówiąc, "inaczej"; Vintage 30 musi dostać solidny łomot - po cichu brzmi jak pierdy po chili. Łopotania nogawek i masowania trzewi nie uświadczysz, a gitara po cichu 'się nie słyszy'.
Reasumując, połowa radochy odpada, ale dalej może być całkiem przyjemnie.
kavoo pisze:Jak chcesz grać cicho lata '80, to kup sobie Marshalla Valvestate. Ja na swoim gram na channel volume i master volume na 50%, a da się równolegle telewizję oglądać.
O widzisz - Valvestate zupełnie nieźle gra po cichu. Jest tani i może nawet odrobinę "klasyczny", jeśli tym mianem określić brzmienie Death albo Pronga. Tyle, że ewidentnie nie jest lampowy, ani kultowy, ani ejtis.
kurtz pisze:Obecnie gram na marshall class 5 + Wampler Plextortion, który ma imitować rozkręcone JCM800 i właśnie poszukuje czegoś lepszego, tylko zaczynam mieć wątpliwości czy na master volume ustawionym na 1 w zawodowym wzmaku da się fajniej zabrzmieć
Tylko, kurde, nie "zawodowym". Dobre kostki są fajne, ale nie grają pod łapą tak, jak lampa.
Rotaryman pisze:No ale, mniejsza o to. Jak autor celuje w lampę o brzmieniu "ejtys" z redukcją mocy, to faktycznie Vintage od MG to najlepsza opcja, nawet się z nówką w combie wyrobi - ceny ok. 2k za wersję 20wat, nie wiem ile wyjdzie z redukcją.
MG vintage to nie jest czasem ta parodia soldano?
kavoo pisze:Dlatego nadal uważam, że do w miarę cichego grania z super brzmieniem lat '80 JCM2000 DSL401 ściszony na pętli jest idealnym rozwiązaniem dla zainteresowanego. Over.
kavoo pisze:I ja bym zdecydowanie do brzmień lat '80 brał Marshalla, dla mnie brzmieniowo to symbol tej epoki w muzyce.
Też tak myślałem, ale się przeliczyłem. Brzmienia ejtis w DSLu ni ma. Ani w TSLu, JVMie, ani w Dual Reverbie co ma "hi gain" w nazwie, zapewne dla zgrywu, ani nawet w 2204 JMP czy JCM800, ani w 2205, co ma *przester identyczny*. Seryjne Marshalle nie grają "brown soundem". Praktycznie każdy z tych Marshalli, które słychać u Lyncha, Reba Beacha czy nawet wczesnej Metalliki, był przez kogoś poprzerabiany. Tak więc symbol symbolem, ale to tylko metka. Niby napis na budzie się zgadza, ale brzmienie i bebechy nie.
piotrek534 pisze:To nie Plexi które musisz rozkręcać na 3/4 tylko wzmacniacz małej mocy .
Gwoli wyjaśnienia, "Plexi" nie ma master volume i chodzi na full, albo wcale. Na 3/4 to możesz poloneza zatańczyć.