witam wszystkich,
w kwietniu zakupiłem fuzz t-rexa. byłem zadowolony z niego pomimo tego, że uruchomiony trzeszczał okropnie. podłączony przed kaczką powodował, że poczciwy gcb95 uruchomiony odcinał całkiem sygnał z jakiegoś powodu. byłem więc zmuszony podczepiać kaczkę przed fuzzem, co wcale fajnie nie brzmi, ale i tak było dobrze. tak się działo na bateryjkach. kuiłem zasilacz 9v o natężeniu 2A. dorobiłem rozgałęziacz i podłączyłem do prądu cały pedalboard( czyli wspomnianą wcześniej kaczuche, fuzz i boss fs-6, jako że mam rolanda cube 40xl. pedalboard wiem, że mały, ale efekty dkupuję na razie tylko jeśli ich nie ma w piecu. oszczędzam sam do końca nie wiem na co, ale za kilka lat kupię coś dużego). efekty powyłączane, a trzaski w piecu żyły własnym życiem. nie miało znaczenia co się robiło- nie było słychać ani gitary ani efektów, nawet kiedy się je uruchomiło- trzaski jak na starym zepsutym radiu. dosłownie tak to brzmiało. zdenerwowany, że nalutowałem się i nic tego rozgaleziania pradu do efektow, wyrzuciłem ten zasilacz i zrobiłem sobie przerwę od kombinowanai z pedalboardem- trzy bateryjki kupić to jeszcze żaden wydatek raz na miesiąc. dzisiaj pogrzebałem w starociach i znalazłem jakieś malutkie radyjko i zasilacz 9v z plusem w środku, dający 900mA. przeróbka "drzewka" pedalboardowego na inna polaryzacje i udało się- pedalboard może być zasialny z sieci i nic nie trzeszczy. upojony szczęściem spróbowałem przekonfigurować połąćzenia(właściwie tylko jedno, bo nie ma więcej) i puściłem kaczuchę przed fuzzem. zasilana z sieci i podczepiona do tej samej masy co fuzz zechciała łaskawie zacząć współpracować. gitara>fuzz>kaczka>piec=poezja. nie wiedziałem że kaczka za przesterem powinna być. siła mitu o Hendrixie...;)
i byłoby wspaniale, gdyby nie to, że fuzz uruchomiony nadal brumi, tzn trzeszczy, tzn coś się dzieje nie tak jak powinno, bo wyłączony pomimo braku true-bypassu jest niesłyszalny(i to na korrzysc tego fuzzu), ale uruchomiony generuje okropne trzaski. sprawdziłem wszystko i jestem pewien że to właśnie nie piec, nie kaczka i nie zasilanie a fuzz. bo i na bateryjce tak trzeszczał i na sieci, do której podłączony wreszcie może grać przed kaczuchą.
i tu pytanie- czy ten fuzz jest już taki że uruchomiony trzeszczy, czy trafiłem na wjątkowo nieprzyjemnego typa, czy mam po prostu pecha?
próbowałem i sławnego sposobu wiązania masy jacka gitarowego do grzejnika, i dotykania różnych śrubek na piecu i sciszania gitary(humbuckery, wiec oczywiste ze nie szumia, ale tak dla pewnosci) jesli ktos mial juz podobny problem z tym fuzzem, to bym prosil zeby napisal jak sonie z tym poradził. wiem, że na samodzielne przerobki jest dzial DIY, ale jesli to wlasnei jest fuzzowatosc tegu fuzzu, to w dziale opinii i uwag o efektach temat chyba moze byc ;)


