15-08-2013 15:38
Witam. Jako autor pozwolę sobie na mały odkop.
Jakiś czas temu stałem się szczęśliwym posiadaczem Peaveya Bandita (nowa wersja). Napiszę co nieco o tym piecu, w razie jakby ktoś miał podobny problem z decyzją. Zgodnie z oczekiwaniami i opiniami na necie, przester miażdży ciężarem, czystością dźwięku i dynamiką. Wzmacniacz jest bardzo uniwersalny, bowiem wszystkie gałki są bardzo czułe, przez co dają masę możliwości. Co ciekawe, mimo sceptycznych opinii w sieci, kanał czysty jest zaje*isty. No i wykonanie wizualne cieszy oczy (przynajmniej na razie - kupiłem używany, ale stan jak nowy). Ogólnie polecam wszystkim, którzy wahają się w tematach "Peavey vs (...)" - jeżeli zależy Wam na przesterze, na którym każdy riff wgniata w ziemię, to Bandit się właśnie się do Was uśmiecha. Opinia dotyczy jakości wzmacniacza w zestawieniu z ceną, więc komentarze typu "Co ty nie powiesz... Chyba nigdy nie słyszałeś (i tu dana marka i model)" są zbędne, bo domyślam się, że droższy sprzęt może być lepszy.
Niestety jest pewien aspekt, który mnie zasmuca... Jak wspominałem, przester jest ciężki i soczysty, jednak przy wysokich dźwiękach, czyli przy graniu solówek, czy improwizowaniu, dźwięk nie jest zadowalający. Przypomina to przytłumione piszczenie, które odbiega od spodziewanego efektu. Nie sądzę, żeby to była kwestia gitary, bo na Guitar Rigu przy każdym presecie każda struna wręcz 'śpiewa'. I tu kolejne moje pytanie do posiadaczy: jest na to jakiś sposób, czy trzeba dokupić jakiś efekt? A może jakieś EMG by pomogły (chociaż Guitar Rig obala tę opcję)...
Inaczej mówiąc: czy na samym Bandicie da się zagrać jakieś solo w jakości adekwatnej do możliwości gitary?