13-07-2013 18:17
Już po wszystkim :) Po ograniu paru wzmaków, między innymi ENGL'a Blackmore'a, Smolskiego, Peavey'a 6505, Kranka revolution one, Mesy Roadster (Mark V nie było, poza tym dowiedziałem się, że nie jest to typowy hi-gain) i paru innych, które odpadły w przedbiegach, mój wybór padł na Mesę :) Nie był to wybór łatwy, Engl'e dzielnie walczyły. Opiszę teraz wszystkie głowy, z których wybierałem, może w przyszłości to komuś pomoże. Peavey 6505-bardzo, bardzo mocny przester, urywa łeb, niestety clean praktycznie nie istnieje, bardzo łatwo przesterowuje się na wyższych głośnościach, a nawet grając cicho nie brzmi dobrze. No i sam z siebie jest dość głośny, buczy i wydaje różne przydźwięki, co jest dosyć irytujące. Mimo wszystko do metalu i tylko metalu zdecydowanie polecam :) Revolution one-przester wydawał mi się bardzo sztuczny, strasznie przesadzony. Skutecznie zniechęcił mnie do przetestowania kanału czystego. Engl Blackmore-bardzo uniwersalny piec, przyjemny przester, ładne cleany, myślę, że gdybym nie miał możliwości ogrania Mesy, wziąłby właśnie jego :) Przester celuje bardziej w środek/górę, mniej dołu, mi tam to pasuje. Do tego bardzo klarowny dźwięk. Engl Smolski-wygląda ciekawie-obity skórą węża, z łańcuchami, całkiem spoko, nie wygląda to wieśniacko, chociaż nie wszystkim się spodoba. Co do dźwięku-przester też bardzo mocny, zdecydowanie więcej dołu niż w Blackmore, dla mnie troszkę za dużo, ale to też kwestia dobrego ustawienia. Mimo tego bardzo klarowny, każdy dźwięk słyszalny. Do tego wbudowana bramka szumów, bardzo na plus. Co do cleanu, jest bardzo agresywny, czasem zdarzy mu się przesterować, ale może to wina mojego Seymoura, kto wie. Dla mnie za mało "miękkości" i subtelności, prędzej ukręci się na tym crunch. Mimo wszystko sama barwa cleanów bardzo ciekawa, ale zależało mi na uniwersalności, a clean tutaj był dosyć "na jedno kopyto", chociaż, tak jak mówiłem-ciekawy, może się podobać. No i wreszcie Mesa Roadster-byłem bardzo, ale to bardzo sceptycznie do niej nastawiony. Próbowałem na siłę doszukać się jakiejś słabości, czegoś, co by mnie denerwowało (oprócz ceny :D) i jedyne, czego się doszukałem, to charakterystyczne dla mesy "strzelanie" przy włączaniu opcji "mute/tuner" na footswitchu. Z racji tego, że wzmacniacz ten ma 2 czyste kanały wyjęte żywcem z Mesy Lone Star, a 2 pozostałe z Duala, przester na czwartym kanale jest bardzo mocny, na trzecim ma troszkę inną charakterystykę ale dzięki temu z obu da się zrobić użytek. Kanały czyste również brzmią świetnie, są "pełne", a sprężynowy reverb (osobny na każdy kanał) dodaje im uroku. Na każdy kanał są dodatkowo po 3 ustawienia. Na cleanach są to: clean, fat (oba wspólne dla obu kanałów) i odpowiednio tweed na 1 oraz brit na 2 kanale. Pozwala to uzyskać bardzo ciepłe, pełne brzmienie na 1 kanale, oraz całkiem przyjemny crunch na drugim. Na hi gainowych kanałach są to: raw (najmniej gainu) vintage (dobrze wyważony, nie przesadzony przester) i modern, który na 4 kanale sieje istne spustoszenie :D Do kupna skusiła mnie uniwersalność i mnogość opcji. Osobna kontrola wszystkich opcji na każdy kanał, możliwość przełączania między prostownikiem lampowym a diodowym oraz opcja przełączania między 100w bądź 50w to coś, czego brakowało mi chociażby w Engl'ach. Da się na nim zagrać naprawdę wszystko. Do tego 8-funkcyjny footswitch oraz 5 lat gwarancji. Dobrałem do niego kolumnę 2x12 Marshall 1936, która naprawdę daje radę jak na te pieniądze, no i jest dość lekka, co dla mnie było bardzo ważne. Podsumowując-naprawdę udany zakup, piec na pewno posłuży mi wiele lat. Bardzo polecam wszystkim niezdecydowanym, również Engl'e są bardzo atrakcyjnymi wzmacniaczami i jeśli nie potrzebujecie tylu opcji to warto je rozważyć. Oj rozpisałem się, ale mam nadzieję że komuś to pomoże przy wyborze wzmacniacza. :)