thrashedthru
Posty: 36
Rejestracja: 15-11-2012 19:47

09-07-2013 15:07

No i stało się-przyszedł czas na nowy sprzęt. Szukam dobrej głowy do metalu (heavy, thrash), ale nie tylko-przydałby się też dobry clean. Na uwadze mam: ENGL Ritchie Blackmore, ENGL Victor Smolski , Peavey 6505, no i już zdecydowanie wyższa półka cenowa, czyli Mesy, a mianowicie Roadster i Mark V . Który według Was byłby najlepszym wyborem? Zastanawiam się, czy warto płacić prawie dwa razy tyle za Mesę co za Engla (no prawie, Blackmore 4700, Smolski ok. 7000). Używanego sprzętu wolałbym unikać, chociażby ze względu na gwarancję (Mesa daje 5 lat) no i jakiś rabacik pewnie też udałoby się uzyskać :) No i jeszcze dość istotna sprawa: jaka do nich paka? 4x12 odpada, 50 kilo będzie dla mnie wielkim problemem, więc zostaje 2x12, powiedzmy maks 2500-3000zł. Myślałem nad Marshallem 1936. Czekam na rady!

Scorpie
Posty: 736
Rejestracja: 24-11-2011 09:08

09-07-2013 15:25

Bierz używany, gwarancja i tak jest ci zbędna, ludzie kupują wzmacniacze mające po 30 lat i nic się nie dzieje. I nie, do mesy nie specjalnie warto dopłacać, przynajmniej moim zdaniem. Ja bym na twoim miejscu kupił używanego special edition albo savage, niesamowite piece, bardzo uniwersalne. Jeśli upierasz się przy nówce bierz blackmore'a. Mesy są specyficzne, toporne, nie każdemu leżą a brzmienie engli nie ustępuje im. Jak ograsz będziesz wiedział czy ci leżą.

Jak masz taką kasę to znowu, najlepiej używki. Weź przynajmniej używaną paczkę - bognera! Brzmieniem powala każdą mesę. Na v30 oczywiście, następnie w kolejność stawiałbym mesę/vht może caa.
I drive a rolls royce, 'cos it's good for my voice

thrashedthru
Posty: 36
Rejestracja: 15-11-2012 19:47

09-07-2013 19:00

Dobra, może w takim razie pomińmy kwestię ceny-ma to być jednorazowy zakup na wiele lat, dlatego chciałbym, żeby sprzęt był możliwie najwyższej klasy. Ktoś grał na obu tych Mesach i może podzielić się wrażeniami i różnicami, jakie je dzielą? Który bardziej Hi-gainowy, Mark V czy Roadster? Z góry mówię, że nie jestem fanboyem Mesy, wręcz przeciwnie, średnio rozumiem jej fenomen, ale skoro te wzmaki tyle kosztują i gra na nich tak wielu muzyków, to wydaje mi się, że coś w nich musi być. :) Z drugiej strony jak bardzo różnią się te dwa ENGL'e? No i w końcu-jak ENGL'e wypadają (głównie chodzi mi o Smolskiego, bo jest bliższy cenowo Mesie, więc powinien być podobnej klasy) w porównaniu z Mesą? Prosiłbym o możliwie obiektywne opinie, nie w stylu "mam ENGL'a więc jest zajebisty", albo "Mesa jest dwa razy droższa więc jest dwa razy lepsza".

Scorpie
Posty: 736
Rejestracja: 24-11-2011 09:08

09-07-2013 19:48

Nie ma czegoś takiego jak obiektywna opinia:) Jeden woli mesę drugi engla i dlatego każdy musi ogrywać sam, co ty zresztą robisz i słusznie. Mesy są dużo bardziej sterylne. Oba wzmacniacze to hi-gainy, obu warto wsadzić jakiegoś ts'a.

Ogrywałem obydwie mesy, ale to tylko ogrywanie, wzmacniacz trzeba mieć tygodniami, żeby móc odpowiednio dużo powiedzieć, dlatego lepiej kupować używki i wymieniać aż będziemy wniebowzięci:) Ale wracam do tematu, oba pieca są dość uniwersalne, ale to typowo mesowy uniwersalizm. Jednak czuć, że to hi-gain, jak wspomniałem dość toporny. ENGL'e są w moim odczuciu bardziej dynamiczne. Ale, crunche nie są mocną stroną żadnych z nich.

Pomogę ci w następujący sposób. Nie myśl na zasadzie firmy. Wiesz jakie brzmienie chcesz osiągnąć, jakiego szukasz, czy jakie ma twój ulubiony zespół. Na 300% poczujesz i usłyszysz różnicę między mesą i englem, te piece to dwa różne światy, jak już ograsz mesę wszelkie twoje wątpliwości znikną uwierz mi. Na cenę nie patrz, zarówno ENGL jak Mesa to wzmacniacze topowej klasy a wybór to czysta preferencja, nie da się opisać, usłyszysz to i poczujesz. I tak samo prawie wszystkie engle mają punkt wspólny w brzmienie i mesy, jak już ograsz będzie łatwiej doradzić, bo nawet nie wiemy jakie jest to twoje idealne brzmienie.

Trochę się rozpisałem, może być średnia składnia bo mnie wszystko po wypadku boli ale mam nadzieję, że ułatwiam ci decyzję.
I drive a rolls royce, 'cos it's good for my voice

thrashedthru
Posty: 36
Rejestracja: 15-11-2012 19:47

09-07-2013 20:03

Okej, dzięki, postaram się do końca tygodnia/w weekend coś poogrywać i wtedy podzielę się wrażeniami :)
Ps. Szybkiego powrotu do zdrowia ;)

thrashedthru
Posty: 36
Rejestracja: 15-11-2012 19:47

13-07-2013 18:17

Już po wszystkim :) Po ograniu paru wzmaków, między innymi ENGL'a Blackmore'a, Smolskiego, Peavey'a 6505, Kranka revolution one, Mesy Roadster (Mark V nie było, poza tym dowiedziałem się, że nie jest to typowy hi-gain) i paru innych, które odpadły w przedbiegach, mój wybór padł na Mesę :) Nie był to wybór łatwy, Engl'e dzielnie walczyły. Opiszę teraz wszystkie głowy, z których wybierałem, może w przyszłości to komuś pomoże. Peavey 6505-bardzo, bardzo mocny przester, urywa łeb, niestety clean praktycznie nie istnieje, bardzo łatwo przesterowuje się na wyższych głośnościach, a nawet grając cicho nie brzmi dobrze. No i sam z siebie jest dość głośny, buczy i wydaje różne przydźwięki, co jest dosyć irytujące. Mimo wszystko do metalu i tylko metalu zdecydowanie polecam :) Revolution one-przester wydawał mi się bardzo sztuczny, strasznie przesadzony. Skutecznie zniechęcił mnie do przetestowania kanału czystego. Engl Blackmore-bardzo uniwersalny piec, przyjemny przester, ładne cleany, myślę, że gdybym nie miał możliwości ogrania Mesy, wziąłby właśnie jego :) Przester celuje bardziej w środek/górę, mniej dołu, mi tam to pasuje. Do tego bardzo klarowny dźwięk. Engl Smolski-wygląda ciekawie-obity skórą węża, z łańcuchami, całkiem spoko, nie wygląda to wieśniacko, chociaż nie wszystkim się spodoba. Co do dźwięku-przester też bardzo mocny, zdecydowanie więcej dołu niż w Blackmore, dla mnie troszkę za dużo, ale to też kwestia dobrego ustawienia. Mimo tego bardzo klarowny, każdy dźwięk słyszalny. Do tego wbudowana bramka szumów, bardzo na plus. Co do cleanu, jest bardzo agresywny, czasem zdarzy mu się przesterować, ale może to wina mojego Seymoura, kto wie. Dla mnie za mało "miękkości" i subtelności, prędzej ukręci się na tym crunch. Mimo wszystko sama barwa cleanów bardzo ciekawa, ale zależało mi na uniwersalności, a clean tutaj był dosyć "na jedno kopyto", chociaż, tak jak mówiłem-ciekawy, może się podobać. No i wreszcie Mesa Roadster-byłem bardzo, ale to bardzo sceptycznie do niej nastawiony. Próbowałem na siłę doszukać się jakiejś słabości, czegoś, co by mnie denerwowało (oprócz ceny :D) i jedyne, czego się doszukałem, to charakterystyczne dla mesy "strzelanie" przy włączaniu opcji "mute/tuner" na footswitchu. Z racji tego, że wzmacniacz ten ma 2 czyste kanały wyjęte żywcem z Mesy Lone Star, a 2 pozostałe z Duala, przester na czwartym kanale jest bardzo mocny, na trzecim ma troszkę inną charakterystykę ale dzięki temu z obu da się zrobić użytek. Kanały czyste również brzmią świetnie, są "pełne", a sprężynowy reverb (osobny na każdy kanał) dodaje im uroku. Na każdy kanał są dodatkowo po 3 ustawienia. Na cleanach są to: clean, fat (oba wspólne dla obu kanałów) i odpowiednio tweed na 1 oraz brit na 2 kanale. Pozwala to uzyskać bardzo ciepłe, pełne brzmienie na 1 kanale, oraz całkiem przyjemny crunch na drugim. Na hi gainowych kanałach są to: raw (najmniej gainu) vintage (dobrze wyważony, nie przesadzony przester) i modern, który na 4 kanale sieje istne spustoszenie :D Do kupna skusiła mnie uniwersalność i mnogość opcji. Osobna kontrola wszystkich opcji na każdy kanał, możliwość przełączania między prostownikiem lampowym a diodowym oraz opcja przełączania między 100w bądź 50w to coś, czego brakowało mi chociażby w Engl'ach. Da się na nim zagrać naprawdę wszystko. Do tego 8-funkcyjny footswitch oraz 5 lat gwarancji. Dobrałem do niego kolumnę 2x12 Marshall 1936, która naprawdę daje radę jak na te pieniądze, no i jest dość lekka, co dla mnie było bardzo ważne. Podsumowując-naprawdę udany zakup, piec na pewno posłuży mi wiele lat. Bardzo polecam wszystkim niezdecydowanym, również Engl'e są bardzo atrakcyjnymi wzmacniaczami i jeśli nie potrzebujecie tylu opcji to warto je rozważyć. Oj rozpisałem się, ale mam nadzieję że komuś to pomoże przy wyborze wzmacniacza. :)

Scorpie
Posty: 736
Rejestracja: 24-11-2011 09:08

14-07-2013 17:02

Cieszę się, że udało ci się dokonać dobrego wyboru, bo to o to chodzi, żebyś był zadowolony:) Tylko drobna poprawka, z lonestarem ten piec nie ma absolutnie nic wspólnego, ale skoro ci się podoba to wiosłuj.
I drive a rolls royce, 'cos it's good for my voice

AndBuhhery
Posty: 107
Rejestracja: 03-06-2013 18:22

29-07-2013 22:41

Co sądzisz o Marshallu JCM 900?

Stiggi
Posty: 114
Rejestracja: 23-02-2010 12:19

30-07-2013 11:37

Ale którym? :D

AndBuhhery
Posty: 107
Rejestracja: 03-06-2013 18:22

30-07-2013 11:56

Stiggi pisze:Ale którym? :D

Mnie się lepiej nie słuchaj bo się nic nie znam :D
Niech jacyś ogarnięci ludzie się wypowiedzą :D

Stiggi
Posty: 114
Rejestracja: 23-02-2010 12:19

30-07-2013 12:06

Zapytałeś co sądzimy o JCM 900, więc zapytałem o którego Ci chodzi.

Wróć do „Wzmacniacze gitarowe”