Poszukuję niedrogiego wzmacniacza do domowego grania. Ze względu na marudnych sąsiadów (mieszkam w bloku) najlepiej, żeby piecyk miał mniej niż 15W. Wiem, że mocniejsze są lepsze, ale coś małego na początek chyba powinno starczyć.
Rozważam zakup Orange crush 12L lub Marshalla 10CD (udało mi się znaleźć w sieci całkiem atrakcyjne oferty ;) ). Który z tych piecyków jest Waszym zdaniem lepszy? Zamierzam grać głównie hard rock i blues rock. Moje wiosło to Vintage v100.
Jeśli macie jakieś inne propozycje na piecyki w okolicach 10W, to też nie pogardzę :)
Z góry dzięki
