- minimum 300 słów (krótsze nie mają sensu)
- podanie na początku tytułu albo wklejenie okładki
W tym temacie można dyskutować, ale tylko w formie polemiki, lub przez wrzucenie własnej recenzji - posty krótsze niż 300 słów będą kasowane.
Zaczynamy:
Jehtro Tull - jedna z legend progresywnego rocka - pozostawała u nas nieco na uboczu w porównaniu z dwoma gigantami Yes i Pink Floyd, których fani toczyli zacięte boje. Razem z King Crimson, Camel i Van Der Graff Generator panowie z JT zostali odstawieni na boczny tor, mimo że są jednymi z twórców rockowej rewolucji - przecierali rockowe szlaki w drugiej połowie lat 60.
Ich najbardziej znanym dziełem jest chyba płyta Thick As A Brick z 1972 - blisko 45 minutowa opowieść o młodym chłopcu - poecie, który był przez gazety porównywany do nowego Miltona. Winyl był zapakowany w tekturę, która przypominała właśnie gazetę - z wymyślonymi artykułami i ogłoszeniami. Nie ona jednak dziełem zajmę się dzisiaj, a wydaną 10 lat później Broadsword And The Beast.
Przez 10 lat zespół ewoluował - styl gry wciąż jest jednak rozpoznawalny - głównie dzięki wokaliście - Ianowi Andersonowi (nie mylić z Jonem, co się często zdarza) i jego grze na flecie oraz akustyku, a także gitarzyście - Martinie Barre. Zmieniło się jednak brzmienie - mamy lata 80 - epoka punk rocka przeciwstawionego paskudnemu popowi i oskarżanemu o wtórność rockowi - słychać początki elektronicznego brzmienia - wybija się wyraźnie syntetyczna perkusja, a także syntezatory imitujące zagrywki orkiestry i chóry w tle. Tego wcześniej nie było - owszem, można było spotkać keyboard, ale w bardziej klasycznym dla niego brzmieniu. Z dzisiejszego punktu widzenia może to śmieszyć - technika stoi na znacznie wyższym poziomie, syntezatory brzmią lepiej i lepiej wychodzi im imitowanie instrumentów akustycznych. Także perkusiści odzwyczaili się od sztucznego brzmienia i szukania na siłę nowinek technicznych - stare dobre blachy i naciągi wróciły do łask. Wtedy jednak brzmienie było uznawane za nowatorskie, dzisiaj można je potraktować jako swego rodzaju "wintydż" i robienie klimatu.
Jak na tle brzmienia wypadają kompozycje? Są bardzo zróżnicowane jeśli chodzi o klimat. Niemal heavymetalowe Beastie na otwarcie z zimnym riffem gitary elektrycznej z lekko psychodelicznym tekstem. Są kawałki przypominające lata progresywne i folkowe zespołu - klimatyczny Pussy Willow - gdy baśń się miesza z rzeczywistością, Clasp z charakterystyczną linią fletu Andersona i jednocześnie "nowocześnie" przetworzonym wokalem oraz utwór o ciężkich czasach - Fallen On Hard Times. Uzupełniają je Broadsword - powtórka z prog-rocka lat 70 i pięknymi i soczystymi solówkami gitarowymi oraz Slow Marching Band - typowa ballada oszczędna muzycznie na zwrotkach i atakująca w refrenie.
Na powitanie nowego dziesięciolecia zespół przygtował dwa kawałki: Flying Colours i Watching Me Watching You - tutaj gitary przestają pełnić rolę instrumentu prowadzącego i chowają się w tle ściany syntezatorów. Do tego dochodzi Seal Driver - kawałek pośredni - można tutaj odnaleźć gitarę pomieszaną z beatem z syntezatora tak jak tekst łączy magicznej łódź z 200 konnym silnikiem diesla.
Zakończenie stanowi znany wszystkim fanom dobrych fal eteru "Cheerio" - utwór, który stał się trzecim dżinglem audycji Piotra Kaczkowskiego - MiniMax - piękne pożegnanie z ubiegłymi latami i odważne spojrzenie w przyszłość, która niestety nie okazała się radosna - muzyka zespołu stopniowo przestawała być doceniana, słusznie zresztą - sporo dokonań było skierowanych do nikogo - starych fanów nie dało się przekonać, nowych nie dało się uzyskać, a zespół przestał odnosić sukcesy. Dzisiejszy skład zachował z oryginalnego tylko Barre'a i Andersona, niestety reszta składu nie jest tak twórcza jak poprzednicy.
BATB należy jednak uznać za jedną z lepszych płyt zespołu i z pewnością warto się z nią zapoznać i przesłuchać więcej niż raz.





















