ma95 pisze:Ble, za ibanezy najbardziej przeplacasz.
True. Grający ibanez to rzadkość. Wykończenie na ogół staranne, jednak tylu słabiutkich akustycznie desek za względnie niemałą kasę nie widziałem nigdzie indziej. JEMy, RG prestisze, takie tam. Ludzie masowo wymieniają w nich pikapy, ale to leczenie syfu pudrem, jeśli decha nie chce zeznawać. Raz na ruski rok zdarzy się konkretny egzemplarz. Spotkałem kilka takich sztuk w cenach od tysiąca z hakiem po ponad trójkę. Szukającym wybitnej sztuki życzę powodzenia i cierpliwości.
ma95 pisze:Grałem na nowy JRV od bc richa, bardzo dobrze grające i wykonane. Za to mam obecnie japońskiej warlocka dark arts... syf nieziemski. Na bc riche bym uważal ;)
Rich zaprzestał produkcji w Japonii jeszcze zanim się urodziłeś, więc ktoś najpewniej sprzedał ci pic w kwestii pochodzenia tego dark artsa. Generalnie najbardziej warte zainteresowania są modele koreańskie. W niższych seriach jest mocna loteria, więc zaleca się ograć przed zakupem i negocjować cenę. Po kilku poprawkach indonezyjski invisibolt też radził sobie nienajgorzej, co nie oznacza, że wszystkie będą równie dobre.
ma95 pisze:co do samych ltd to zawsze ten sam poziom, jednak tutaj warto dokladac do serii 1000 ;)
Nie zawsze. Trafią się lepsze, trafią się słabsze, zdarzają się dobre sztuki, zdarzają się muły. Od czasu do czasu ktoś wyłapie bubla mniejszego lub większego kalibru, typu niedorobione progi, podstrunnica w "fale Dunaju" czy krzywo osadzony most. Koszty naprawy lutniczej szacuję na od stu do bliżej tysiąca złotych, zaś w przypadku desek grających karton-gipsem zalecam jedynie kominek.
ESP i LTD cenię za grywalność i kontrolowany sound, jednak te same cechy powodują, że odbieram je jako zimne i mało spontaniczne. Krótko mówiąc, nie przepadam.
W Deanach pełen rozrzut. Miałem w rękach V'79 kupioną przez ziomka za jakieś bardzo niepoważne pieniądze. Nie licząc nie najpiękniej wklejonego siodełka była bezbłędna. Śmiałem się, że oto mam do czynienia z najbardziej nieporęczną gitarą we wszechświecie ale po pierwszym uderzeniu w struny dowcipy się skończyły. Właściciel oświadczył mi, że wiosło jest tak dobre, że aż mu szkoda na nim grać. W odpowiedzi sprzedałem mu myśl, że gitara leżąca w futerale pod łóżkiem to najgorszy wstyd dla lutnika. "Graj, aż ci łapy odpadną".
Przewinęła się VMNT Mustejna, która okrutnie zionęła biedą. Ziomek stwierdził, że muli, więc postanowił wymienić pikapy. Przy okazji pozwoliłem sobie zauważyć zapaćkane klejem gniazdo gryfu i progi nabite jak gdyby kijem przez dziecko niedożywione. Zaproponowałem kierunek kominek.
Były jeszcze dwie ML-ki. Jedna głośniejsza, za to druga bardziej klarowna. Gryfy grube, fajne, męskie, wygodne czytaj: co kto lubi. Mosty całkiem kulturalne jak za tę kasę i kompatybilne z częściami do OFR.
Jackson. Najmodniejsza marka na forum, nie bez mojego udziału. Jedyny problem jest taki, że jak chcesz mieć wiosło które kosi na wszystkich frontach (materiały, wykończenie, wyposażenie, styl) to niestety musisz pożegnać się z grubszą forsą. W przeciwnym wypadku idziesz na mocny kompromis i wybierasz między oszczędnością na materiałach, oszczędnością na staranności wykończenia, oszczędnością na osprzęcie a oszczędnością na ornamentach. Znajdziesz uczciwie zrobione lecz skromnie zdobione starocie, którym przydałby się przegląd i rasowanie, znajdziesz młode japończyki z dobrymi pikapami ale słabiuteńkim mostem i od czasu do czasu problemem technicznym o którym żaden szanujący się handlarzyna z allegro nie wspomni, by nie psuć sobie tzw. pitcha. Prawdopodobieństwo, że problem zauważysz, poprawnie zdiagnozujesz i wyegzekwujesz jego eliminację od sprzedawcy szacuję na ok. 0,01. "Okazja!"...
Wracając do clou tematu: jeśli podzielasz mój pogląd, że na rasowego Jacksona składa się przepiękny klon z ćwiartki, hebanowa podstrunnica, zdobienia z macicy perłowej, topowy osprzęt połączone ze sobą po mistrzowsku i bez pośpiechu, to niestety czeka cię dozbieranie drugiej, trzeciej a być może i kolejnej raty.
Zrobienie "dobrego Dżeksona", w sensie takim jak powyżej, tanim kosztem jest po prostu niemożliwe. To nie jest telecaster ani les paul junior.