Witajcie ponownie :)
Powoli zbieram do kupy sprzęt który zabiorę do mojego nowego studenckiego miejsca zamieszkania i pomyślałem, że pierwszą moją kostką powinien być delay. Dlaczego? Brałbym jako pierwszy pewnie przester, jednak ten ze wzmaka w zupełności mi wystarczy. Nie mam natomiast żadnego efektu przestrzennego. W starym wzmaku miałem reverb i się do niego przyzwyczaiłem. W nowszym nie mam ani reverbu ani delay'a. Dlaczego akurat delay? Bo słyszałem, że można go tak ustawić żeby brzmiał jak reverb, logiczne więc, że wolę mieć dwie opcje zamiast jednej, nawet, jeśliby ten delay'owaty reverb nie był idealny. Jeśli się mylę, poprawcie mnie. Teraz pojawia się kwestia który. Gotówki nie mam za dużo, maksymalnie 150zł.
Dodam, że celuję bardziej w analogowe delay'e, albo przynajmniej te, które tak brzmią. Pierwszy na odstrzał idzie vd400 od behra. Dużo dobrych opinii, podobają mi się próbki dźwiękowe na yt, bardzo niska cena. Ale czy bardziej uniwersalny od Deep Blue Delay? Niby cyfrowy, ale z analogowym torem sygnału. Większy czas opóźnień. Na porównaniu z yt wg mnie jest bardzo niewielka różnica między nim a Carbon Copy, który jak wiadomo jest w pełni analogowy. Podkreślam, że to moja, amatorska ocena. Lepszy wg niektórych na przesterze od carbon copy, a gdzie tu do vd400. Ale zawsze to cyfra, i ta myśl mnie trapi. Nie zabije mi brzmienia lampy? A, i bym zapomniał. Oczywiście zrobiłbym go sam, koszt wszystkich elementów to 140 zł. Kończąc tę rozprawkę, vd400 czy Deep Blue Delay handmade?
