Cześć, to mój pierwszy post i od razu wyskakuję z pytaniem :)
Jestem bardzo początkującym, ale już wciągniętym, gitarzystą. No i magiczna granica 20 lat przekroczona więc kariery rockmana nie zrobię. Wpadło mi trochę pieniędzy i pomyślałem, że dobrze byłoby kupić jakiś piecyk do grania w domu. Do tej pory gram na Behringerze UCG-102 i Guitar Rigu/Amplitube. Celuję w małą lampkę, najchętniej z ograniczeniem mocy. Budżet do około 1000 zł, mogę wydać nawet 400, 500 zł więcej ale nie wiem czy jest sens pakować więcej pieniędzy będąc mocno początkującym i pewnym że gram tylko dla siebie, żadnych zespołów. Nie potrzebuję powalającej ściany mocy, kocham dźwięk lampy i lekkie przestery (bardziej rock niż metal). Mile widziane wyjście słuchawkowe, chociaż nie wiem czy w ogóle w tej klasie cenowej i lampiakach istnieje.
Czy warto dokładać do czegoś lepszego niż Laney Cub 12 lub 12R, który wpadł mi w oko? Coś innego ciekawego w tej cenie? Czy jest sens w ogóle kupować piec do grania w domu czy poprzestać na interfejsie i go ewentualnie wymienić na coś lepszego?
Gitara to Cort X-2, wymieniana w przyszłości (ale nie najbliższej) na jakiegoś Les Paula, które kocham za wygląd, ciężar i głęboki dźwięk.
Używki oczywiście również wchodzą w grę



