Awatar użytkownika
kavoo
Posty: 2112
Rejestracja: 08-07-2012 23:17

24-04-2013 14:18

Planuję lekką reorganiację w swoim sprzęcie. Docelowo z obecnego stanu pozostanie tylko strat, do którego dojdzie DSL401 (najprawdopobodniej pojutrze), a za czas jakiś (zależny od tego, ile będa trwać poszukiwania na rynku wtórnym) Epiphone G400 MiK i JTM-1... czyli zestaw do grania AC/DC.

No i wymyśliłem taką kombinację połączeń, żeby do głośnika w DSL-u dorobić dodatkowy kabel do pieca i wpiąć go w head JTM-1. Wówczas gdybym chciał pograć na stracie na DSL-u, włączam DSL-a... a gdybym chciał pobluesować albo pocoverować AC/DC, wyłączam DSL-a i włączam JTM-1.

Czemu taka kombinacja? Raz, że head jest nieco tańszy. Dwa, że pewnie heady dłużej utrzymają się na półkach sklepowych. A trzy - na 12-calowym głośniu head zagada lepiej niż combo na 10-calowym. Tym bardziej, że od razu planuję zmienić głośnik w DSL-u na Vintage 30 UK.

Tylko pytanie - czy takie potraktowanie comba jako paczki dla osobnego heada będzie w 100% funkcjonowało, jeśli będę miał na stałe podłączone kable do obu wzmacniaczy i tylko ich włączeniem/wyłączeniem będę decydował, który będzie gadał przez ten sam głośnik? Czy lepiej za każdym razem jeden odpinać, a drugi przypinać?
Obrazek
Sarkazm i ironia pomagają mi zdzierżyć głupotę innych.

Wróć do „Wzmacniacze gitarowe”