przez fafq08 » 2010-08-30, 16:01
Raczej nie mam kokretnego, ulubionego solo, tylko artystów których solówki mnie powalają. To jest tak:
-Jimmy Page - tu na szczególną uwagę zasługuje "Since I've been lovin you" i "Whole lotta love". Ta druga może nie promieniuje jakiś sczególnym artyzmem, ale od pierwszego wysłuchania się w niej zakochałam :D
-Mark Knopfler - długo by tu wymieniać... chociażby "Telegraph road" albo "Sultans of the swing" :) Po prostu geniusz
-Wishbone Ash - generalnie jestem pod wrażeniem jak "chodzą" gitarki w tym zespole, wszystko idealnie do siebie pasuje
-David Gilmour - ta gitara po prostu chwyta za serce, dla przykładu "Comfortably Numb" albo "Time", każdy dźwięk na swoim miejscu, nie ma zbędnego zapierdzielania po gryfie, jego gra nie może się znudzić
Swojego czasu byłam pod wrażeniem solówek Alvina Lee z Ten Years After i nadal od czasu do czasu lubie sobie posłuchać tego zespołu, np. w "Help Me" jak dla mnie solo jest idealne :)