Muzyka to są dźwięki i teoria nie ma tu wiele do gadania.
Teorie znać warto, bo jest pomocna, jak koło kwintowe, które w graficzny sposób pokazuje ci, jakie są sekwencje akordów (czy dźwięków). skala 12 dźwiękowa, ta której używamy w tzw. świecie zachodnim, jest tak prosta i przewidywalna, że jak to pojmiesz, to będziesz sam się z siebie śmiał, że kiedyś sprawiało ci to trudność.
Ale muzyka, to dźwięki i rytm.
Pierwsze rzeczy, których uczą w szkole muzycznej, takie małe dzieciaczki, które nie umieją jeszcze czytać, to rytmika i umuzykalnienie. Rozpoznawanie dźwięków ich odległości pomiędzy sobą (pani gra dwa dźwięki a ty musisz powiedzieć jaki to interwał - czyli ile półtonów się pomiędzy nimi zmieści). Wystukiwanie na bębenku wartości nutek, dla ciebie jako basisty time czyli tempo jest absolutną podstawą, ty jesteś wzorem dla reszty zespołu, jego metronomem.
To są istotne rzeczy.
Teorią tylko uzupełniasz, to co już w praktyce umiesz grać, słyszysz i potrafisz odtworzyć.
Wielu ludziom wydaje się, że bycia muzykiem czy instrumentalistą można się nauczyć.
Np. wkuwając teorię.
A to jest dalekie od rzeczywistości.
Muzykiem trzeba się urodzić, trzeba mieć do tego predyspozycje, tzw, iskrę bożą.
I dopiero ten talent można dalej rozwijać. To długi proces.
widziałeś kiedyś Good Will Hunting?
Przełóż to na muzykę.
Nauczyć się można bycia grajkiem.
Miałem kiedyś sąsiada, który grał na skrzypcach.Starszy gość, taki urodzinowy grajek.
Babcia zawsze stawiała mi go za przykład. Rzecz w tym, że jak po dwóch latach grania na tym instrumencie, nie byłem w stanie pojąć dlaczego siedemdziesięcioparoletni gość tak beznadziejnie gra. To co dla niego było szczytem możliwości, dla mnie było trywialnie proste.
Tego nie można się nauczyć.
Ale pocieszę cię, że będąc beznadziejnym muzykiem można zrobić karierę i zarobić na tym nawet duże pieniądze.















