przez Excubitor » 2011-08-11, 18:03
Za stary na to się robię..albo może za bardzo przyzwyczaiłem się do zagranicznych wyjazdów i niektóre zachowania 'wspaniałej polskiej publiczności' zaczynają mnie drażnić.
Ogólne wrażenia jeśli chodzi o cały fest mam bardzo negatywne. Rozumiem, że organizatorzy chcieli zadowolić jak największą liczbę osób, ale supporty prześcigające się w tym, kto zrobi większą rzeźnię są dla mnie nieporozumieniem. Od tego jest Brutal Assault. Większość ludzi i tak przyszła zobaczyć 'pierwszy i ostatni raz' Judasów, a jakby dołożyć przed nimi np Accept, to impreza byłaby znacznie lepsza. A dla fanów cięższych odmian metalu można było zrobić oddzielną imprezę, dołożyć im jeszcze parę zespołów i wszyscy byliby zadowoleni. Ludzie pod sceną - większego bydła nie mają w oborach nawet farmerzy z Wacken, które przecież przez większą cześć roku tym się zajmuje.
Tank mnie nie zawiódł - Doogie White to rewelacyjny wokalista, a możliwość obejrzenia w akcji Marka Crossa była czymś niesamowitym. Z Vadera podobało mi się tylko Raining Blood. Exodusa i Morbid Angel pominę. Oczojebne żółte światła.
Do Priest natomiast straciłem sporo szacunku po wczorajszym koncercie. Owszem, fajne lasery, ognie, dymki, scenografia i co tam jeszcze mieli, ale:
- rozumiem, że lata już nie te, głos nie taki sam jak kiedyś, ale jeszcze chwila i będą grać niżej niż supporty.
- rozumiem, że lata już nie te, ale jak przez 40 lat nie można było się nauczyć tekstów, to trzeba zacząć się leczyć. Tak, wyjaśniło się, dlaczego Halford śpiewa w dość charakterystycznej pozycji - ma porozstawiane monitorki z tekstem, który przewija na laptopie jeden z technicznych. Widziałem włączonego worda i nikt mi nie powie, że jest inaczej.
- nie dziwię się, że KK rzucił to w cholerę, ale ten cały Ritchie nie dość że nie wyglądą, to jeszcze wstawia jakieś swoje zbędne solówki. I pomimo tego, że jemu jako chyba jedynemu chciało się jeszcze grać, to i tak uważam, że jedynym słusznym zastępcą KK może być Metal Mike Chlasciak. Nie od dziś gra z Halfordem, więc doskonale wczułby się w klimat.
Miałem to szczęście, że widziałem Priest kilka lat temu. Było o niebo lepiej, był KK, gitary były tylko pół tonu niżej i scenografia z Nostradamusa też była lepsza niż obecna, czuć było radość z grania. Tutaj nie było niczego. Oczywiście, większość osób powie, że teraz było zajebiście i chwała im, że w ogóle zagrali, że się czepiam nie wiadomo o co. A idźcie w ch. z takim graniem. Czasem lepiej faktycznie przejść na emeryturę a nie odwalać takie chałtury. Uwielbiam płyty Priest, nawet powszechnie krytykowanego Nostradamusa, ale za takie coś naprawdę podziękuję.
Wniosek jest jeden. Jak chcemy zrobić coś do wszystkiego, to wychodzi do niczego. Nie wypada łączyć zespołów thrash, death, black itp z heavy. Fajnie, że cywilizacja powoli wita do Polski, przyjeżdżają coraz bardziej znane zespoły, a te które raz zagrały, chętnie wracają, ale organizacji imprez na więcej niż 3 zespoły nadal możemy się uczyć od sąsiadów z południa. Howgh.
*negatywna opinia autora może być nasilona przez zmęczenie 6h w obciągu, pustym żołądkiem i niechęcią do 95% tego, co zawiera growl.
*^2 Ludzie, myjcie się przed koncertem.
